Powroty

Powroty

Joanna ciągle wracała do domu rodzinnego. Zawsze podekscytowana, ale i zawsze niepewna. Coś ją ciągnęło. I odpychało. Wysiadając z pociągu, przyspieszyła kroku i z chęcią wsłuchiwała się w dynamiczne stukanie obcasów o chodnik.

Jednak stanąwszy przed drzwiami, które przecież otworzyła w młodości tak wiele razy, czuła opór. Jakąś rozlewającą się po całym ciele słabość i niemoc, i ciężar, i smutek, i chęć odwrotu. Oczami wyobraźni już widziała, jak wita się z rodzicami, tymi samymi, których kochała, ale też których mogła spotykać tylko raz na jakiś czas. Była w niej miłość, i niechęć, i wrogość, i myśl, że coś jest z nią nie tak, iż reaguje w taki sposób, i że w ogóle stąd odeszła. I że ich zawiodła.

Uniosła rękę w stronę klamki. Przeciągła cisza wypełniła umysł, zakłócająca gwar i uliczny szum, a nawet obraz przed oczami. Cisza miała wiele wymiarów. I żadnego ze znanych. Tłukła się jak tygrys w klatce. Nie istniały myśli i nie było wspomnień, i znane jej emocje odeszły, i w tym odejściu zawierał się jej aktualny stan.

Gdy dotknęła dłonią klamki, usłyszała głos.

Rozejrzała się.

Lecz puste chodniki przedmieścia zasiały zwątpienie. I ziarno, które wywołało niezrozumiałe łzy. Oraz poczucie winy. Ale także złość.

Ten głos był dźwiękiem fantomowym. Istniał na zawsze, choć już dawno rozpłynął się w eterze minionych lat.

Męski głos nad jej głową.

Mówiący, bez przerwy. Krzyczący. I natarczywy. Budzący złość oraz nienawiść.

Ale bez tego głosu nie byłaby tym samym człowiekiem, który przecież tak wiele osiągnął. I który do dziś trzyma siebie w ryzach.

Nacisnęła klamkę, drzwi otworzyły się ze skrzypieniem, tak dobrze znajomym.

Uśmiechnęła się.

I weszła.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *